poniedziałek, 12 sierpnia 2013

dzieckiem być...

Wróciłam z wakacji... 



Było rowerowo jak co roku, ale po raz pierwszy poza ojczyzną... 
580 km, z Bristolu na Holy Island, żeby w końcu dotrzeć do Liverpoolu...
Szlak Lôn Las Cymrupolecamy wszystkim zapaleńcom ;)



Walia... Przepiękna, magiczna wprost kraina... Skradła na dobre nasze serca...
Mnie już brakuje
tych zapierających dech w piersiach widoków i szumiących rzek
tych średniowiecznych zamczysk, gór i pastwisk
tej ciszy przerywanej beczeniem owiec
tych dań przyrządzanych na kuchence turystycznej, której dyszę nam na lotnisku przy wyjeździe skonfiskowano jako element potencjalnie niebezpieczny
tych batoników, lodów, jogurtów o smaku czekolady i mięty, za którym tak przepadam
tych nocy w naszym kompletnie niewrażliwym na walijskie ulewy namiocie
tego codziennego porannego pakowania się i wieczornego rozpakowywania
 tego przemakania do kości, jak jeszcze nigdy w życiu
tej niezwykle zmiennej pogody, która potrafiła w ciągu godziny zmoczyć nas porządnie i osuszyć
tych ciężkich ale szalenie dodających wiary w siebie podjazdów
i tych zjazdów z wiatrem we włosach i otwartą buzią do której co rusz wpadały jakieś zabłąkane mniejsze lub większe owady
walijskiego języka, który naprawdę jest żywy i który zadziwia swoją innością
tego podwójnego nazewnictwa i naszych prób prawidołowego odczytania walijskich słów
tej możliwości zostawienia roweru na parkingu czy na ulicy nie martwiąc się, że go zaraz ukradną
tych kierowców przyjaznych rowerzystom
i niewiarygodnie bezpiecznych dróg, nawet tych krajowych
po prostu
tego nicniemuszenia i nicniemyślenia
tej niczym nieograniczonej wolności
tej lekkości bytu
tego bycia małym dzieckiem...

20 komentarzy :

  1. Piękne miałaś wakacje. Oj, piękne.
    A ja głupia pcham się do Zakopanego:)
    Pozdrawiam. Ola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla każdego coś miłego Olu :) Tatry też są przecież wspaniałe, choć zupełnie inne, bo jednak Walia to odludne płaskowyże, pastwiska i beczące owce...

      Usuń
  2. Ciesze sie, ze mieliscie wspaniale wakacje :-)
    Widoki niesamowite, wrażenia takze, zazdroszcze Wam odwagi i pozytywnego szalenstwa, ktore pcha Was ku przygodzie.
    Witaj w domu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj naprawdę wrażeń było mnóstwo - od przelotu, przez jazdę po lewej stronie, walijskie jedzenie, widoki, pogodę, sam stan ducha trudny do opisania, aż do samego organizowania kartonów na końcu podróży... Wielka, wielka przygoda! Nie da się tej wyprawy porównać do żadnej równie długiej, którą odbyliśmy w Polsce.

      Usuń
  3. Wspaniała wyprawa-pięknie opisana. Czuję się tak jakbym była z Tobą a wiaterek muska mnie po polikach. Ach... Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Chciałam wirtualnie przelać trochę emocji :)

      Usuń
  4. Wow - jestem pod wrażeniem...
    Cudne wakacje mieliście :-) Mam nadzieję, że planujesz więcej zdjęć nam pokazać...
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! To była prawdziwa przygoda! Dodatkowo po raz pierwszy w życiu leciałam samolotem :) Zdjęcia są cały czas w obróbce, mamy ich ogrom ;) Uporanie się z nimi zajmie podejrzewam dłuższą chwilkę ;)

      Usuń
  5. oj wspaniałe wakacje!
    a nicniemuszenia i nicniemyślenia zazdroszczę po stokroć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Witaj pocopotko :) Piękny jest ten stan, szczególnie kiedy trwa dłużej niż dwa dni :)

      Usuń
  6. Super wyprawa i relacja. Aż ma się ochotę wsiąść na 2 kółka i wyruszyć w świat,
    pozdrawiam
    www.wloczkiwarmii.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło to słyszeć :) Może ktoś się zarazi pasją rowerowo-kempingową, tak jak mój mąż zaraził mnie ;) Zapisuję adres nowego sklepu i bloga!

      Usuń
  7. Przypominają mi się czasy biwakowania :)). Burza pod namiotem, kąpiel w lodowatej rzece i zupki chińskie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie... Fajnie jest do tego wracać, oj fajnie :):):)

      Usuń
  8. Wakacje na rowerze to moje wielkie niespełnione marzenie! Raz próbowaliśmy, ale po drodze mężowi wysiadło kolano i już nigdy więcej nie wybraliśmy się w taką podróż. Teraz zostały nam już tylko weekendowe jazdy po okolicach. Ale Twoja podróż to jest coś niesamowitego i naprawdę cudownie to oddałaś tekstem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Reniu! Musiałam coś napisać. Za dużo emocji się zebrało, trzeba było dać im jakieś ujście ;) My tak co roku spędzamy wakacje, bo to najlepszy sposób na to by zresetować umysł :) Kolan niestety też nie mamy najsprawniejszych. Jak czujemy, że zaczynają mocniej szwankować, przerywamy jazdę, nie chojrakujemy ;) A czasami po prostu zabieramy sakwy, karimaty, śpiwory i namiot na bagażnik i jedziemy na weekend na pole namiotowe nad jezioro, np. 30 km od domu, po to tylko, żeby odpocząć od blokowiska :) Takie małe wypady to też wspaniała rzecz! Może kiedyś się wybierzecie na mniejszą skalę? To też cała wyprawa i przygoda a Wy lubicie jeździć. Nie trzeba przy tym od razu robić nie wiadomo ilu kilometrów :) Pozdrawiam Cię ciepło!

      Usuń
  9. Ach! Marzenie, ciągle na mojej mapie planów, nie wspomnień. Ale może kiedyś? Sama się trochę boję jeździć, ale być może znajomy organizator tam coś zaplanuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samemu zawsze straszniej, bo jak się coś zepsuje, jak złapie się gumę albo nocuje na dziko, to wyobraźnia działa... ;) Ale przyjemność jest nieziemska! Polecam z całego serca! Jak raz spróbujesz, nie będziesz mogła przestać - ja już od czterech lat w ten sposób spędzam każde wakacje i nigdy nie mam dość :):):) Pozdrowienia!

      Usuń

Dziękuję, że do mnie zajrzałaś/eś :):):) Wpadaj częściej - komentując dodajesz mi skrzydeł!
Weryfikacja obrazkowa to niestety moja jedyna metoda walki ze spamem. Przepraszam, jeśli jest kłopotliwa :(

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...