piątek, 27 grudnia 2013

prawdziwa południowoamerykańska dzikość...


... to właśnie to, co czułam trzymając tę alpakę na drutach. 
Niesamowite, niezwykłe wrażenie, jakiego nie doświadczyłam nigdy przedtem... Po prostu czułam, że robię sweter z futra dzikiego zwierzaka... Może te z Was, które mają doświadczenie w samodzielnym przędzeniu włóczki też to czują? Jak to jest? 
Jedno co wiem, to że sklepowa włóczka nigdy taka nie będzie - dzika, nierówna, pełna paproszków... I cały w tym urok :)

Chciałam, żeby mój sweter był prosty, zwyczajny bo po pierwsze miał to być mój pierwszy raglan z długim rękawem i z zaokrąglonym dekoltem - takie pierwsze koty za płoty, zupełnie bezstresowe, żeby jedynie okiełznać temat. Po drugie nie byłam pewna, czy starczy mi włóczki. Niby miałam 400 g, a wybrałam rozmiar M... 

Bardzo długo go robiłam... Tutaj, czyli jakieś trzy tygodnie temu, pojawił się pierwszy post, w którym widać było coś konkretniejszego. A tak wygląda sweterek już w pełnej krasie :)




Druty: 4mm

Na rękawy jednak nie starczyło, co widać. Tak jednak miało być. Pomysł z innym kolorem na wykończenie rękawów poddała mi BogaczKa w komentarzu do tego posta i poszłam za ciosem - dzięki wielkie Kasiu za inspirację :) Znalazłam o dziwo w moich zasobach włóczkę o jeden ton ciemniejszą i udało się zrobić długie. Sweter jest wspaniale ciepły i wygląda bardzo naturalnie, co cieszy oko :) To wszystko, oraz to co dzieje się na Waszych blogach, zachęca mnie do dalszych kroków w tym kierunku. Włóczka już zakupiona, czeka tylko na swoją kolej :) Życzcie mi  więc powodzenia w kolejnym wyzwaniu, których na nowy rok uzbierało się niemało!

Serdecznie Was pozdrawiam  już poświątecznie, dziękując jednocześnie za wszystkie życzenia:)


niedziela, 22 grudnia 2013

szelest liści...


Spodobało mi się ogromnie to listowie...



 W środę widziałyście mnie mniej więcej w połowie pracy, a dzisiaj już czapka jest skończona i zblokowana, gotowa do wysyłki dla jakiejś chętnej osóbki :)



Troszkę barbeczki mi zostało, idealnie do takiego projektu i zrobiłam. Czapka, jak widać, ma dzyndzelek, a wzór pięknie się układa zarówno po bokach jak i na czubku głowy :) 
Dla tych, których już ręce świerzbią, podaję zgodnie z obietnicą link do wzoru.






Włóczka: barbeczka
Druty: 3 mm

Czapka jest do wzięcia, więc jeśli ktoś z Was ma ochotę zrobić prezent samej sobie lub komuś, można pisać na priv lub oczywiście kupić przez moją dawandę.

Jednocześnie, ponieważ Święta zbliżają się wielkimi krokami, chciałabym Wam życzyć, by ten czas był dobry, spokojny, po prostu piękny :)





piątek, 20 grudnia 2013

moje pierwsze prawdziwe zamówienie :):):)


Tak, tak!!! Dostałam pierwsze prawdziwe zamówienie! Skakałam z radości! 
Wspaniale jest dziergać coś z myślą o konkretnej osobie, z myślą, że to co robię wywoła uśmiech na czyjejś twarzy, że ta rzecz otuli kogoś, sprawi, że będzie jej czy jemu cieplej :)

Kasia zamówiła szalik dla swojego dziadka na prezent gwiazdkowy
Wybrałam ten wzór warkoczowy, bo wydał mi się bardzo elegancki, idealny dla mężczyzny :)


I jeszcze lewa strona, żeby nie było ;)


Włóczka: Trachtenwolle
Druty: 4 mm

Zachęcona filmikiem zdzid (niedawno go linkowałam), na którym jakiś czas temu pokazywała, jak sobie radzić z warkoczami bez użycia dodatkowych drutów, spróbowałam jej sposobu i zaplatanie szło mi znacznie szybciej. Z przyjemnością stwierdzam, że stałam się odważniejsza i nie boję się aż tak bardzo pogubienia oczek. Jedynie po prostu w niektórych momentach zwalniam tempo :)


środa, 18 grudnia 2013

Yarn Along (3) i czapkowa ankieta


Ciekawa jestem, co Wy dziergacie i czytacie z Maknetą w tę środę :) Jest nas coraz wiecej! W zeszłym tygodniu już dwanaście osób wzięło udział w Yarn Along.

U mnie ostatnio dzieje się czapka, a jak czapka, to tylko na drutach 40cm, bo najwygodniej, choć na końcu nieodzowne stają się skarpetkowe. Kiedyś robiłam całe czapki na pięciu drutach, ale od kiedy jestem szczęśliwą posiadaczką większości rozmiarów czterdziestek, robię tylko na nich. Te to akurat Addi - prawdziwa poezja, bardzo wygodne, nie trzeba dociskać oczek jak przy pięciu, a oczka wychodzą równiuteńkie :)

W związku z tym projektem, pojawia się znowu ankieta :) Znajdziecie ją w prawym górnym rogu bloga. Może zechcecie wziąć w niej udział? Byłoby mi bardzo, bardzo miło! Znowu możecie wybrać kilka odpowiedzi. Wymyśliłam cztery, ale może istnieją jeszcze jakieś inne? Jeśli tak, proszę dodajcie komentarz :)


Jak widać - w użyciu markery, które dostałam na Mikołajki od Marzeny. Jest jakaś magia w dzierganiu z takimi markerami!


Ja dzisiaj muszę się wyłamać i pokazać to, czego NIE przeczytałam... "Lilka"... Nie dałam rady...  
Natomiast chciałam napisać kilka słów o moim poprzednim audiobooku, bo dokończyłam go jednak i długo o nim myślałam, a dodatkowo udało mi się ostatnio obejrzeć film. Niesamowite, jak zupełnie inne wrażenia odniosłam niż po przesłuchaniu książki... Teraz jestem pewna, że Agnieszka Grochowska, świadomie bądź nieświadomie, narzuciła czytając swoją własną interpretację, przez co cała książka wydała mi się... nie umiem znaleźć słów... ordynarna? Mam wrażenie, że to z powodu intonacji i sposobu czytania, że gdybym przeczytała ją sama, jest duża szansa, że wrażenia byłyby zupełnie inne, pozytywne... No ale coś za coś - to jest właśnie ryzyko wrzucenia CD do napędu ;)


poniedziałek, 16 grudnia 2013

kto wygrał czapkę?


Zapisy na candy zakończyły się o północy...
Bardzo mi miło, że aż tylu było chętnych :) 
Dziękuję Wam wszystkim i mam nadzieję, że będziecie do mnie zaglądać :)



Oto wyniki losowania:


Gratuluję Ci serdecznie Anno Mario
Mam nadzieję, że czapka będzie dobrze służyć Tobie lub osobie, którą nią obdarujesz :) 
Podeślij mi proszę na priv adres, na który mam wysłać wygraną :)


piątek, 13 grudnia 2013

granny square w nowej odsłonie



Powstały - nowe, cieplutkie i chyba naprawdę ładne :)


Długo myślałam, jak by je zrobić, żeby były jakieś inne, ciekawsze i tak przypadkiem wpadłam na filmik granny square, który mnie zainspirował.



Ciągle próbuję zrobić jakieś bardziej wytrzymałe kapcie, tzn. takie, które wytrzymałyby więcej niż 3-4 miesiące... Te ostatnie przeżyły troszkę ponad miesiąc :( Wkładka, na której je zrobiłam okazała się za miękka, za delikatna. W tych, które zrobiłam tym razem użyłam grubszej, szarej, filcowej. Nie dało się jej jednak przebić szydełkiem, trzeba było chwycić w ręce igłę i zażyć odrobiny szycia ręcznego ;) Zobaczymy, jaka będzie trwałość... 



Ciekawe, czy czasem w końcu nie dojdę do wniosku, że kapcie całkowicie zrobione z włóczki są jednak najtrwalsze ;) Póki co te, które zrobiłam w marcu przeżyły najdłużej, bo właśnie jakieś 3-4 miesiące. Robiłam je podwójną nitką - może to jest rozwiązanie... ? 
A może Wy macie jakieś swoje obserwacje? Podzielcie się proszę :)



środa, 11 grudnia 2013

Yarn Along (2)

Jeden dzień potrzebuję na wyszydełkowanie tego czegoś...
A jednak było warto, bo od razu w pokoju zrobiło się cieplej :)



"Jeden dzień" to też tytuł audiobooka, którego właśnie słucham. 
Sama nie wiem, czy mi się podoba... Bardzo lubię Agnieszkę Grochowską jako aktorkę, ale tym razem - sama nie wiem... A może właśnie tak trzeba tę książkę czytać? Mam mieszane uczucia także co do samej książki... ale nie doszłam jeszcze nawet do połowy, a to chyba za mało, żeby oceniać... Jako, ze film też jakoś przeoczyłam, milczę już i zamieniam się w słuch...

"Ta książka jest o miłości i o pewnym zagubieniu, o samotności i przeznaczeniu... Pokazuje,  jak czasem trudno jest zrozumieć to, co jest naszym prawdziwym szczęściem."
                                                                                                                    Agnieszka Grochowska






I jeszcze jedno:


Wysłaliście/łyście już komuś kartkę świąteczną? 
A może też jakiś drobiazg wrzuciliście/łyście przy okazji do koperty?
Czy ktoś z Was dołączył do akcji ROBÓTKA 2013? 

Ja już wysłałam i mam nadzieję, ze dzięki temu pojawi się uśmiech choć na jednej twarzy więcej w te Święta :)



poniedziałek, 9 grudnia 2013

uśmiecham się dzisiaj od ucha do ucha :)


Tak, tak, uśmiecham się dzisiaj od ucha do ucha :):):)
Moja radość po prostu nie ma granic, bo spełniło się jedno z moich dziewiarskich marzeń - zostać posiadaczką designerskich markerów :):):)

Zobaczcie, co dostałam od Marzeny z Wełnianych Myśli :) Wszystko zrobione z wielką starannością, własnoręcznie! 


Czyż nie są przepiękne??? No powiedzcie same :) 
(zdjęcia wykorzystuję za jej zgodą)
Już nie mogę się doczekać, jak wrzucę je na druty! Oj będzie się działo ;)
Niezwykła, wspaniała, rewelacyjna niespodzianka!!! 
Dziękuję Ci Marzenko! Marzyły mi się takie od dawna :):):)


Marzena zaczęła blogować dopiero niedawno, ale widzę, że się rozkręca :) 
Zajrzyjcie do niej (klik), naprawdę warto!




sobota, 7 grudnia 2013

rękawiczki pełne pomarańczy...

Zanim zacznę na pomarańczowo, chciałabym wszystkim Wam bardzo podziękować za udział w mojej ankiecie dotyczącej sposobu robienia rękawiczek. W najśmielszych marzeniach nie sądziłam nawet, że będzie taki odzew! Ilość bardzo konkretnych komentarzy też przerosła moje oczekiwania! Dzięki dziewczyny! Sprawiłyście mi tym wszystkim wielką radość! 

Wyniki ankiety wyglądają następująco:
Więcej głosów było za drutami skarpetkowymi (53) niż za magic loopem (39). 

Ja z przyzwyczajenia do pięciu drutów kompletnie nie umiem się przestawić na inną opcję w kwestii rękawiczek. A i owszem, próbowałam, ale nie dam rady... Nie muszę prawda? Po co ta napinka, że muszę, że trzeba? Przecież najważniejsza jest wygoda - każdy robi tak jak lubi i to jest piękne :) Obiecuję sobie jednak solennie wypróbować magic loopa przy skarpetkach. Z nimi nie mam za dużo doświadczenia, bo zrobiłam tylko jedną parę, i może dzięki temu nie mam jeszcze wyrobionych preferencji, więc już zacieram ręce, bo będzie pole do eksperymentów ;)


A propos rękawiczek - powstały niedawno nowe i już poleciały do Babyrudej, tysiące kilometrów stąd. Wiem, że przesyłka już już dotarła, więc mogę je pokazać na forum bez obaw, że zepsuję niespodziankę :)




Cieszę się bardzo, że się spodobały i że naprawdę B. będzie je nosić :) Te rękawiczki to podziękowanie dla niej za niesamowitą  przesyłkę, jaka dotarła do mnie tego lata, a mianowicie tę tutaj książkę :) To był dla mnie prawdziwy, bardzo pozytywny oczywiście, szok :) B. tak po prostu kupiła ją dla mnie myśląc (i nie myląc się ani trochę), że może mi się ona przydać :) Bardzo mnie ujęło to, że o mnie pomyślała, tak zupełnie spontanicznie :) Takie prezenty związane z naszym hobby to najwspanialsza rzecz na świcie! Chciałam więc, żeby wiedziała, jak wielką radość mi sprawiła, chciałam zrobić dla niej coś własnymi rękoma, z myślą o niej, coś niepowtarzalnego... 




Jeszcze raz wielkie "dziękuję" Baboruda za wszystkie wspaniałe komentarze, bardzo rzeczowe, motywujące do dalszych działań, pełne konkretnych rad i wskazówek! 

TECHNICZNIE:
Wzorowałam się na tych mitenkach i nie umiem ukryć - ten wzór jest boski! 

środa, 4 grudnia 2013

Yarn Along (1)

Dziś z przyjemnością dołączam do grona tych, które łączą dwie pasje - dzierganie i czytanie :) 
Makneta zaprasza :) Dziewczyny co środę przedstawiają książki w otoczeniu robótki, którą akurat mają na drutach. U mnie aktualnie dzieje się tak:


O robótce, którą tu widzicie slow kilka będzie już niedługo...

O książce nie będę za dużo mówić poza tym, że jest warta przeczytania, a już na pewno przesłuchania, jak to miało miejsce w moim przypadku. Nie mówię nic o fabule, bo nie chciałabym nikogo, kto po nią sięgnie pozbawić dreszczyku emocji ;) Wystarczy przeczytać prosty dialog na okładce i albo po nią sięgniemy, albo od razu odrzucimy. 
O audiobooku jednak muszę napisać. Przekonałam się już wiele razy, że nazwisko to nie wszystko, że lektor (nawet niby znany aktor)  może skutecznie zniszczyć dzieło ;) a przynajmniej spowodować, że nie mam ochoty męczyć się z nim dalej i chowam CD do okładki... ;) Jednak w tym wypadku jest inaczej, bo Krzysztof Gosztyła to prawdziwy mistrz nad mistrzami. "Mąż" nie jest pierwszą książką, której słucham w jego wykonaniu i tak to już jest, że jak "przeczytałam" z nim pierwszą, to teraz biorę każdą jedną, którą on czyta - zupełnie w ciemno! Przyjemność zawsze jest nietuzinkowa! Gosztyła czyta tak fantastycznie, że każdego bohatera można poznać po glosie, można go/ją  sobie z łatwością wyobrazić, mając jednocześnie wrażenie, że dobrze się ich zna, że wie się, jacy są i co akurat przeżywają. Ja zawsze czuję, że są tuż obok,  że są niemal namacalni, a lektor czyta naprawdę dla mnie :)
Jeśli nabraliście ochoty, żeby sięgnąć po audiobooka w wykonaniu Krzysztofa Gosztyły, wystarczy kliknąć tutaj, a wszystko co nagrał macie jak na dłoni. Możecie nawet posłuchać fragmentu książki, zobaczyć jaki przyjemny to głos :) Zanim coś kupicie, sprawdźcie jednak w swoich bibliotekach. Nasza poznańska ma ogromne zasoby książek do słuchania!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...