piątek, 29 sierpnia 2014

rowerem z Poznania nad morze...


Skończyła się nasza szósta wyprawa pod hasłem biking & camping...




Cała przygoda z rowerami i namiotem zaczęła się od 
Pierścienia Rowerowego dookoła Poznania (173 km w dwa dni).
Potem były Mazury (ponad 500 km w tydzień),
a dalej Suwalszczyzna (800 km w dwa tygodnie),
Międzyrzecki Rejon Umocniony - MRU (prawie 500 km w tydzień),
w zeszłym roku - Walia (580 km - więcej tutaj)...


Tym razem - rowerem z Poznania nad morze...




Bocznymi drogami...




Przez Bory Tucholskie 




i Kaszuby...




8 dni, ponad pół tysiąca kilometrów...




Zapominasz, jaki jest dzień tygodnia... 
Liczą się tylko te najprymitywniejsze potrzeby z możliwych czyli
to, że jedziesz 
to, co zjesz
to, gdzie się rozbijesz na noc -
jedyne jakie podczas takiej wyprawy istnieją... 
Zapewniam - nic więcej nie trzeba :)



Nie obyło się też bez pasji do sprzętu dziewiarskiego. 
Tu - ogromne motowidło:




A wszystko to w muzeum we Wdzydzach - XIX w. ...




Jak to mówią "Choćbyś zwiedził świat, a nie widziałeś Wdzydz, to nie widziałeś nic".




I znowu mi się zamarzyło...


34 komentarze :

  1. Fantastyczna sprawa! Nie muszę chyba pisać , że zazdroszczę?W głowie na pewno już wykiełkował pomysł na następną wyprawę. P.S. A w ogóle to jestem obrażona, że tak mało zdjęć:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, pewnie, mamy już w głowie cztery kolejne :) Takie wakacje to dla mnie najwspanialszy sposób na odpoczynek, zresetowanie umysłu :) Ze zdjęciami faktycznie się hamowałam, żeby post był lekkostrawny ;)

      Usuń
  2. Wspaniała wyprawa :-) Fantastyczny pomysł na spędzanie wolnego czasu.
    Zdjęcia cudne - poproszę więcej :-)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślałam, że nawet za dużo... ;) nie chciałam zarzucać tutaj nikogo, zanudzać...
      Na takie wakacje zawsze czekam cały rok, a bezpośrednio przed nimi trzeba tez troszkę potrenować ;)

      Usuń
  3. Podziwiam. Przebyć taką ilość kilometrów, to trzeba mieć siłę i odwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest przygoda, prawdziwa przygoda! Można się naprawdę poczuć jak dzieciak i ta wolność jest piękna! Takie wakacje to jest to :) Ale bez treningów nie byłoby się w stanie zrobić takiego dystansu lekką ręką tak, by wieczorem były siły na książkę na przykład. Trzeba potrenować, przygotować się, bez tego np. Szwajcaria Kaszubska byłaby nie do zrobienia w takim tempie...

      Usuń
  4. No Karolinko jestem pełna podziwu ilości przejechanych kilometrów.
    To teraz już wiem czemu masz taka nienaganną figurę .
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, z tą nienagannością to bym nie przesadzała Ewo ;) To naprawdę jest rewelacyjny sposób na wakacje i coraz więcej podobnych do nas zapaleńców po drodze spotykamy!
      Pozdrowienia :)

      Usuń
  5. Ale Ci zazdroszczę! Ja o takiej wyprawie mogę tylko pomarzyć, ale gdyby nadarzyła się okazja byłabym pierwsza na liście chętnych :))) Dołączam się do pierwszego komentarza- stanowczo za mało zdjęć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie wciągnął mąż w takie podróże, wcześniej nawet nie wiedziałam, że tak można, a teraz nie chcę słyszeć, że mogłabym inaczej :) Za mało zdjęć? Hmmmm.... kolejny taki komentarz.... zaczynam się zastanawiać poważnie nad tym, czy by jednak Waszych próśb nie spełnić... Ostatnie, co bym chciała, to zanudzać... Zastanowię się... :) Dziękuję Elu za komentarz!

      Usuń
  6. Gratulacje! Wyprawa marzeń!

    OdpowiedzUsuń
  7. Karolinko - podziwiam Cię ogromnie, bo to z pewnością był wysiłek ogromny! Nawet bym nie wpadła na taki fajny pomysł, nie wiedziałam, że można tak jeździć, no a przecież można :) Ja też właśnie wróciłam z wyjazdu i od razu wskoczyliśmy w remont pokoju... Tak że dziś siedzę "na pudłach" :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie!
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też remont w tym roku - już po :) Powodzenia i cierpliwości!
      Nie dziwię się Asiu! Ja też nie miałam pojęcia, że w ten sposób można spędzać wakacyjny czas do momentu jak poznałam mojego męża, to on mnie zaraził rowerem na całego i teraz to nasza wspólna pasja. Innych wakacji sobie nie wyobrażamy :) Pozdrawiam Cię ciepło :)

      Usuń
    2. A wysiłek był, faktycznie, ale satysfakcja ogromna i umysł odpoczywa wspaniale, choć ciało jest oczywiście zmęczone ;) Ale nam właśnie tego trzeba!

      Usuń
  8. Super wyprawa! Wrażenia na pewno niezapomniane :). Podziwiam i też chętnie obejrzałabym więcej zdjęć :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! Wspaniała sprawa! Kto spróbuje, ten złapie bakcyla :)
      Zdjęcia... Może faktycznie jeszcze kilka pokażę? Choć zdecydowanie fajniejsze zrobiliśmy w Walii w zeszłym roku!

      Usuń
  9. Szyleczko gratuluję udanych wypraw i widzę, że nadajemy na tych samych falach. Ja też spędzam kolejne wakacje na rowerach, w tym roku z Kołobrzegu do samiuśkiego Helu, 420 km, w zeszłym ze Słubic do Świętoujścia- 540 km i trochę innych krótszych :) Wiem o czym myślisz, pisząc o podjazdach i super zjazdach (ja je nazywam nagrody) i tych zjedzonych muszkach, zmęczeniu .... Różnica jest tylko taka, że Ty jedziesz bardziej spontanicznie bo z namiotami ja jeszcze się tak nie odważyłam, zawsze mamy zarezerwowane noclegi. Co planujesz na następną wyprawę ?
    Pozdrawiam - Jola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowite! Niesamowite, że Ty też! Wspaniała sprawa, prawda? Muszki wpadają do buzi, tak, tak! ;) Zmęczenie jest, ale tylko ciała, umysł jest niesamowicie wypoczęty, prawda? Też tak to odbierasz? Widzę, że też macie na koncie wspaniałe wyprawy! Może kiedyś spotkamy się na szlaku? To by dopiero było!!! My raz pojechaliśmy bez namiotu - na Mazury, ale wrażenia były nieciekawe, bo ciężko było znaleźć nocleg na jedną noc, nikt nie chciał nas przyjąć, każdy mówił, że pranie pościeli im się nie opłaca. Po tamtej wyprawie postanowiliśmy kupić mały namiot i od tej pory frajda jest niezwykła. Bory Tucholskie mają wspaniałą bazę turystyczną, dzięki kajakarzom - świetne pola namiotowe z prysznicami z ciepłą wodą, z barkiem, miejscem na ognisko, z prądem. Są też rewelacyjne ścieżki rowerowe. Gorzej już jest na Kaszubach - szczególnie w rejonie Szwajcarii Kaszubskiej (Stężyce, Ostrzyce), gdzie dróg jest mało, a przez co cały ruch koncentruje się niesamowicie i jest po prostu niebezpiecznie. Namiot gorąco polecam. nie jest to wcale tak problematyczne, jak by się mogło wydawać, a frajda jest nieziemska :) Ja zawsze wiozę namiot, dwie karimaty i sakwy, a mąż dwa śpiwory, worek i sakwy. Pakujemy też kuchenkę turystyczną, książki, ale ubrań jak najmniej, naprawdę niezbędne minimum. O dziwo jeszcze mamy wolne miejsce ;) A co za rok? Ha! Marzy nam się Francja i Lazurowe Wybrzeże...
      Pozdrawiam Cię Jolu bardzo serdecznie i cieszę się niesamowicie, że napisałaś :)

      Usuń
  10. zazdroszcze wspanialej wyprawy i w ogole- chciejstwa- ja bym wykitowala po pierwszych 20-tu km....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Dzięki! Frajda jest wielka, ale najpierw trzeba potrenować, bez tego ani rusz! Chciałoby się, żeby to łatwo przychodziło i przychodzi przeważnie, ale najpierw 3 tygodnie roweru,konkretnego treningu, codziennie. Wtedy na wyprawie naprawdę można się nią cieszyć i zrobić nawet 90 km dziennie albo 120, jak to miało miejsce pięć lat temu (i chyba raz wystarczy ;););) ). Pozdrowienia!

      Usuń
  11. Gratuluję kondycji! Masz piękne wspomnienia.
    pa, Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Musiałam nad nią popracować tego roku ;) W zeszłym była lepsza...

      Usuń
  12. Piękne i jakże aktywne wakacje ;-)) i ja się rozmarzyłam ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktywne, a jednocześnie bardzo relaksujące i dające ogrom satysfakcji :)

      Usuń
  13. Zaimponowałaś mi, szacunek, moja droga :)
    Świetne zdjęcia!
    Pozdrawiam,
    Inka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :) Aż się zaczerwieniam... ;)

      Usuń
  14. Genialne wakacje, uwielbiam takie rowerowe przedsięwzięcia, szkoda, że by możemy tylko jednodniowo i nigdzie dalej - maż ma kontuzję kolana...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojemu też się czasem kolano odzywa, nie pozwala jechać. Wtedy cuda działa maść Arcalen. Współczuję Reniu :( Ale może kiedyś wrócicie do dłuższych wycieczek, pamiętam Wasze zdjęcia z rowerami!

      Usuń
  15. Biję czołem w geście szacunku... :) podziwiam takich ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się trochę pojeździ wcześniej, jak się jeździ cały sezon, to taka wyprawa nie jest żadnym szczególnym wyczynem, naprawdę :) Pozdrowienia i dziękuję za tak miłe słowa!

      Usuń
  16. Piękne zdjęcia... niezwykła wycieczka!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ach zazdroszczę. Ja byłam w sierpniu nad morzem (po 16 latach) i nie mogłam odżałować, że nie wzięliśmy rowerów. A rzeczywiście zamiast zabierać rowery, można na nich jechać :)
    Ja od 2 tygodni postanowiłam, ćwiczyć dłuższe niż 50 km dystanse jednorazowo, bo chciałabym właśnie zaplanować dłuższy wyjazd rowerowy. A zazwyczaj robimy wycieczki takie od 30 - 50 km, tylko że po górach.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że do mnie zajrzałaś/eś :):):) Wpadaj częściej - komentując dodajesz mi skrzydeł!
Weryfikacja obrazkowa to niestety moja jedyna metoda walki ze spamem. Przepraszam, jeśli jest kłopotliwa :(

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...