poniedziałek, 29 września 2014

prządka ;)


W ostatnią sobotę, w ramach IX Weekendu z Historią na Trakcie Królewsko-Cesarskim, spełniło się moje kolejne marzenie i miałam okazję spróbować:




Muszę przyznać, że przymus koordynacji czterech kończyn jest naprawdę wielkim wyzwaniem! Szło mi... no cóż... kiepsko... ;) Ale to był mój pierwszy raz - pierwszy raz miałam w ręku wełnianą czesankę, pierwszy raz usiadłam przy kołowrotku, może więc jak na pierwszy raz nie było aż tak źle... ;)




Boję się, że może mnie to wciągnąć, jak naprawdę się za to zabiorę... Jest z tym jakaś magia! Z kupki puchu powstaje w końcu nitka i to ja sama ją robię! Niesamowite wrażenie! Myślę, że jak już się umie prząść na kołowrotku, jak ta czynność staje się bardziej mechaniczna, to jest to niezwykle relaksujące!




Fajnie było spotkać znane już twarze tak samo zakręcone na punkcie włóczek, ale też kolejne osoby do tej pory znane tylko z sieci. Dziękuję szalenie Tysi za cierpliwość w nauczaniu i mam nadzieję, że spotkamy się 




Może ktoś byłby chętny, żeby dołączyć? 
Dziewczyny czekają na zgłoszenia i nie ukrywam, że ja też, bo chciałabym bardzo, żeby te warsztaty się odbyły!


31 komentarzy :

  1. Piękne marzenie. Cieszę się, że spełnione. Szkoda, że to tak daleko. Pozdrawiam dziewiarsko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poznań jest niedokochany włóczkowo póki co... Nie wszystko mogę tu znaleźć, co bym chciała, nie wszystko pooglądać, pomacać, to chociaż takie warsztaty mamy dzięki dziewczynom :)

      Usuń
  2. Ja nawet boję się zbliżać do takich miejsc bo kolejnego hobby nie wytrzymałby mój budżet, rodzina i chyba ja sama :)
    Ale Tobie gratuluję spełnienia marzenia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja marzę o tym już od dłuższego czasu - chyba rok... i zaryzykowałam, choć wiem, czym to może grozić... ;) Kołowrotek to droga sprawa, wątpię, bym sobie kiedyś mogła na niego pozwolić, chciałam tylko poczuć, co to znaczy, czym to pachnie, ale wrzeciono - czemu nie? Są tacy, którzy twierdzą, że wrzeciono jest fajniejsze. Jestem bardzo ciekawa, do jakich ja dojdę wniosków ;) Kołowrotek póki co wydaje się naprawdę trudny... Mam tylko nadzieję, że spotkanie dojdzie do skutku!
      Pozdrowienia!

      Usuń
    2. Ja tak z rozsądku "rozmawiam sama ze sobą" jak widzę fajne materiały albo włóczki - najpierw trzeba zużyć to co się ma :))))
      Niestety, czasem zgrzeszę...
      A że słyszałam, że kołowrotek wciąga - też bym pewnie szerokim łukiem omijała.Bo coś zdaje mi się, że ten terkot zbyt miły dla ucha byłby.

      Usuń
  3. Skoro już za pierwszym razem przy kołowrotku wychodziła Ci w ogóle nitka, to jest to bardzo dobry początek i masz najwyraźniej dryg do rzemiosła :) Tysia jest świetną nauczycielką i znawczynią tematu, więc trafiłaś znakomicie. Trzymam kciuki, żeby się grupa do wrzeciona zebrała.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodziła! Nie wiem, ile czasu w sumie spędziłam pedałując, może pół godziny, może więcej, straciłam kompletnie poczucie czasu... Najpierw w ogóle nie mogłam pojąć, jak tę czesankę wyciągać ;) W dodatku przyszedł ktoś z tv i to już był koniec ;) Potem jak już się rozluźniłam, to wyciągałam czesankę, zrozumiałam chyba o co chodzi i nie miałam takich sztywnych rąk, szło lepiej, choć nitka strasznie nierówna, a w dodatku chyba tzw. "przekręcona", czyli najwyraźniej za szybko szły nogi za wolno wyciągałam czesankę... Tysia świetnie tłumaczy! Widziałam kiedyś taki filmik na you tubie jak dziewczyna sobie siedzi na pomoście nad jeziorem i przędzie, i wierzę,że to musi być wspaniałe uczucie jak już się technikę opanuje :) Zaczynam spełniać tamte marzenia!

      Usuń
    2. No właśnie, słuchaj Marysi, Ona wie co mówi, żadne tam kiepsko, poszło Ci świetnie, większość osób "chwyta" kołowrotkowanie po kilku godzinach. Niestety w piątek grupa się nie zebrała, zapraszam więc na kolejny termin w okolicach 8 listopada.

      Pozdrawiam Was obie i wracam do urządzania nowej pracowni. :)

      Usuń
    3. Oj, ale fantastycznie tak sobie miejsce pracy na nowo urządzać :) Dzięki wielkie za wszystko Justyna! Mam nadzieję, że dzięki temu doświadczeniu z kołowrotkiem łatwiej pójdzie mi z wrzecionem :) Już jestem przepisana na listopad, nie odpuszczę! :):):) Mam nadzieję, że do zobaczenia! A jutro pokażę, co powstaje z Twojej włóczki :)

      Usuń
  4. Ale fajnie:) Dobrze, jak marzenia czasem się spełniają.
    Mnie za bardzo do przędzenia nie ciągnie, ale żal mi się robi, jak przypomnę sobie, że u mojej świętej pamięci Babci stał sobie kołowrotek na strychu, ech... Nawet mam gdzieś ukryte kłębki ręcznie zrobionej przez Babcię wełny. Nigdy z nich nic nie zrobiłam, bo to taka przaśna wełna, jak estońska, tylko kolory nie tak ładne, brązowy, buraczkowy i trawiasto zielony. Nie myślałam o tym, ale może to jakieś naturalne barwniki były uzyskane domowym sposobem. Strasznie mi żal, bo rodzina pewnie pozbyła się tego kołowrotka, jako starego rupiecia, nikt nie przypuszczał, że to taka cenna rzecz, choćby sentymentalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowita historia z tym kołowrotkiem u Ciebie w rodzinie!!! A to dopiero! Ja lubię akurat taką wełnę, ale wiadomo - wtedy nie było takich kolorów, takich możliwości. I pamiętasz swoją Babcię, jak przędła? Co za wspomnienia! Wspaniale by było dotknąć takie cacko :) Czasem nachodzi mnie myśl, żeby taki stary właśnie skądś sobie sprawić... Jest dużo za i przeciw...

      Usuń
    2. Ech, niestety odkąd pamiętam Babcię, już nie przędła, nawet wtedy nie wiedziałam, że coś takiego umie, a kołowrotek traktowałam jako ciekawy staroć. Dopiero po latach skojarzyłam fakty, przypomniałam sobie babcine swetry i skarpetki, w których chodziła. W tamtych czasach takie prace to była może nawet i przykra konieczność. Ale niedawno naszły mnie takie nostalgiczne rozmyślania nad tym, co dziedziczymy po naszych przodkach, w końcu tę nieodpartą potrzebę prac ręcznych musimy mieć w genach po naszych przodkiniach. I tak jak zabieram się za robótki, to pomyślę czasem o tych znanych mi i nieznanych kobietach, które też kiedyś jak ja siadały i szyły, może coś dziergały na drutach, czy szydełkiem:)

      Usuń
    3. Czasem i mnie coś takiego nachodzi - przypominam sobie moją przyszywaną ciocię, która wspaniale dziergała, swoje własne pomysły, bez żadnych gazet, bardzo szybko... Dużo by mówić, ale żałuję niesamowicie, że wtedy tak to się ułożyło, że nie mogłam z nią siedzieć i dziergać, uczyć się od niej! Jak ja bym teraz dziergała po wszystkich tych latach! Mój tata uwielbiał włóczki, miał ich dosłownie cały pokój, całą swoją pracownię, i tkał wspaniałe gobeliny:) Piękne to było! Nawet w pewnym momencie ja się zaraziłam, ale to było dawno, dawno temu...

      Usuń
  5. Pasuje Ci ten kołowrotek :)). Fajnie, że udaje Ci się spełniać marzenia :). Nierówną nitką nie masz co się przejmować - to normalne na początku. Trudno wymagać, żeby po pół godzinie siedzenia przy kołowrotku nitka wychodziła równa - może takie cuda się zdarzają, ale ja o nich nie słyszałam :)). Trzymam kciuki za warsztaty przędzenia na wrzecionie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Asiu!!! To wszystko, co piszesz bardzo pociesza :):):)

      Usuń
  6. Poznań jest całkowicie poza moim zasięgiem, niestety:(
    Gratuluję nowego dziewiarskiego doświadczenia i życzę powodzenia w zdobywaniu nowych umiejętności:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Jestem tego wszystkiego strasznie ciekawa :):):)

      Usuń
  7. Widać, że Cię zaabsorbował kołowrotek bez reszty i wrzeciono chyba nie ma niebezpiecznego kolca, więc spełniaj swoje marzenie, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) Dziękuję Iwonko za komentarz :) Mam wielką nadzieję, że się ziści!

      Usuń
  8. Że Cię wciągnie, to jestem pewna na 100%! Mnie by też wciągnęło, dlatego nawet nie będę próbować (na razie :))) ), bo doba niestety ma tylko 24 godziny....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... W tym jest jedyny problem... To też mnie lekko przeraża... Ale może wcale mi się nie spodoba... ;););) Choć już o tym myślę bez ustanku... ;) No ciekawe...

      Usuń
  9. Ale miałaś fajnie... Wrzeciona nie są jakieś strasznie drogie, więc kolejna umiejętność do zdobycia czeka :-). Jakiś czas temu też sobie oglądałam sprzęt, ale muszę wystopować, bo mąż mnie chyba udusi - najpierw maszyno-hafciarka i związane z tym tony tkanin, nici i różnych przydasi, z rok temu - szydełka, druty i włóczki... Dom z gumy nie jest... Pozdrawiam - silvarerum

    PS. A właśnie wczoraj zastanawiałam się co u Tysi słychać, bo jej strona i sklepik nie są aktualizowane, a czas byłby kupić jakąś farbowankę (mam dwa precle kupione z rok temu, leżą i czekają aż się nauczę robić na drutach, czasami je sobie wyciągam i podziwiam).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie nabyłam u niej precelek w sobotę z przeznaczeniem na mitenki. Tysia wróci niedługo, pytałam, obiecała :) Sama na ten powrót czekam! Szkoda tylko, że wyprowadziła się z Poznania...
      A w sobotę było wspaniale! Mam nadzieję, że w piątek wszystko powtórzę :) Masz rację - dom z gumy nie jest - fajne stwierdzenie ;) ale wrzecionko można sobie sprawić ;) No zobaczymy... Muszę spróbować skoro mi się zamarzyło, żeby nie żałować potem, że nie miało się odwagi... Najwyżej się okaże, że jednak nie mam do tego smykałki...Tak może przecież być!

      Usuń
  10. Z kołowrotkiem bardzo Ci do twarzy, jakby czekał specjalnie na Ciebie:) Wzorem moich poprzedniczek , na razie omijam szerokim łukiem nowe techniki, bo boję się , że wciągnęłoby mnie to totalnie i zabrało resztkę wolnego czasu i pieniędzy, chociaż nie powiem, kuszące to jest i wkrada się w myśli:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz?
      Z przędzeniem może u Ciebie być podobnie jak u mnie - najpierw naoglądałam się na blogach, później zaczęłam myśleć coraz częściej, podczytywać bardziej dokładnie, a na koniec poprosiłam o wrzeciono i zrobiłam kolejny krok zapisując się na warsztaty. Kropla drążyła skałę powoli ;););) Ciekawe, jak to się skończy? Może wcale mi się nie spodoba... (jakoś wątpię jednak...) a może nie będę miała do tego przysłowiowego "drygu"...
      Pozdrawiam Cię Wiolu!

      Usuń
  11. Niezwykłe :)

    Moja babcia miała kołowrotek i pamiętam jak na nim pracowała :) świetne doświadczenie

    już żałuję, że nie mieszkam w Poznaniu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja bym chciała mieć takie wspomnienia!
      Pozdrawiam Cię ciepło :)

      Usuń
    2. Tak, pamięć to niezwykłe narzędzie :)

      Usuń
    3. Zadziwiające... Coś o tym wiem...

      Usuń
  12. Wow ale gratka Ci się trawiła, no to teraz masz porównanie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była świetna przygoda! Ale warsztaty niestety nie wypaliły, wiec porównania nie mam :( Muszę poczekać do listopada, może wtedy grupa się uzbiera...

      Usuń

Dziękuję, że do mnie zajrzałaś/eś :):):) Wpadaj częściej - komentując dodajesz mi skrzydeł!
Weryfikacja obrazkowa to niestety moja jedyna metoda walki ze spamem. Przepraszam, jeśli jest kłopotliwa :(

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...