poniedziałek, 28 kwietnia 2014

o szczęściu i niewiedzy


Czy Wy też macie odczucie, że niektóre darmowe wzory na chusty są mało klarowne? Może to moja niewiedza i brak obycia w temacie... Wyszukałam kilka bardzo fajnych projektów. Przeczytałam te wzory uważnie i ... w każdym z nich jest taki moment, którego nie umiem zrobić, nie umiem sobie wyobrazić, bo opis jest zbyt skrótowy... Chwyciłam więc za wzór płatny i okazało się, że nie mam żadnych problemów ze zrozumieniem, ze zrobieniem. Powstała taka oto mała narzutka, której początki można było zobaczyć tutaj.






wzór: Grand Teton Shawl
włóczka: BC Garn Shetlandsuld (60 g)
druty: 3,5 mm

Chciałam taką, która stanowiłaby raczej ożywczy dodatek niż coś mające dawać konkretne ciepło.





I jeszcze coś dla mnie nowego - wykończenie dołu chusty pikotkami na drutach (do tej pory umiałam je robić tylko szydełkiem).






Jak je zrobić? Filmik znajdziecie tutaj.



Miało być jeszcze o szczęściu, o moich wygranych, a jest ich trochę :) Oto pierwsza -  w Szufladzie w Bloku:



Dziękuję! Przyda się bardzo, bo chuściana pasja trwa! Potrzeba mi więcej szpilek, a co za tym idzie - także igielnika. 
Drugi cukierek pokażę już niedługo :)


wtorek, 22 kwietnia 2014

wampir rzędami skróconymi


Miałam okazję poćwiczyć sobie rzędy skrócone, a jednocześnie zrobić chustę czwartym sposobem - od jednego do drugiego boku.








wzór: The Vampyre
włóczka:  Lanagold Alize (288 g)
druty: 4 mm


Wzór jest świetnie rozpisany - mimo, że mam mało doświadczenia w rzędach skróconych i chustach, dałam sobie radę bez żadnego problemu :) Dzierganie go było prawdziwą przyjemnością, a że efekt robi naprawdę wspaniałe wrażenie, to z czystym sumieniem mogę go polecić :) 



Mojego wampira już nie mam - wyłamałam się z postanowienia o robieniu tylko dla siebie i zrobiłam kolejną chustę na prezent - na pewno więc do niego jeszcze wrócę!


Uwaga! Jeśli chcesz dodać swoją pracę, a linkowanie nie działa, napisz proszę na priv - naprawię problem i dam Ci znać, że już możesz dołączyć do galerii naszych prac :)



niedziela, 13 kwietnia 2014

odkupię nawijarkę


Dziś króciutko i bez zdjęć.
Zapytam, czemu by nie? Może akurat?

Czy któraś z Was ma na zbyciu nawijarkę? 
Może macie, a nie używacie i chcecie się jej pozbyć?
Jeśli tak, proszę o kontakt na priv, chętnie odkupię :)



Chciałam Wam jednocześnie podziękować za wszystkie komentarze :) 
W podziękowaniu za nie i już także świątecznie - coś do posłuchania, coś co bardzo lubię - nieznany szerzej, a świetnie grający Breaking News, który jest mi bliski także przez to, że gra w nim mój szwagier :)


Jeśli ktoś lubi takie klimaty, może posłuchać więcej tutaj (klik).
Ja słucham bez końca Talking to my brother":)

piątek, 11 kwietnia 2014

od motka do motowidła

Motek, który widzicie na zdjęciu pozbawił mnie całego jednego spokojnego wieczoru - dwie godziny zajęło mi przewinięcie precelka BC Garn Shetlandsuld:



Nie mam nawijarki ani tzw. motowidła, które widać na poniższym zdjęciu. To jedynie moje marzenie, które mam zamiar niedługo spełnić. Póki co, moim motowidłem był Hubby i jego ręce ;) Myślałam, że to będzie banalnie proste, ale po tych dwóch godzinach męki, kiedy to wszystko splątało się w niewyobrażalny sposób - podłamałam się i zwątpiłam... Zwątpiłam, że nawijarka, na którą tak się napaliłam, ma w ogóle sens bez prawdziwej "parasolki", którą widać tu na drugim planie:


(zdjęcie wykorzystane za zgodą Tysi)

Myślałam, że to brak parasolki powoduje splątanie włóczki, a w takim układzie posiadanie nawijarki nic by nie zmieniło i tylko niepotrzebnie wydałabym dużo pieniędzy, a to koszt niemały! Jednak coś mnie tknęło i przypomniawszy sobie blogi, na których kiedyś widziałam nawijarki, odezwałam się do Tysi i Asi. Otóż okazuje się, że bez parasolki można sobie poradzić! Dziękuję Wam dziewczyny za pomoc w strapieniu, za szybkość, za konkret,  za bardzo praktyczne informacje i wrażenia, za podzielenie się doświadczeniem! "Rozmowa" z Wami przywróciła mi wiarę w to, że można skutecznie przewijać włóczkę nawijarką bez parasolki zwanej też śmiesznie motowidłem, która jest tak kosmicznie droga. 

Chciałabym zapamiętać to wszystko, czego się dowiedziałam. A więc jakie wnioski?
  • Zanim rozetniesz nitki zabezpieczające precelek, sprawdź czy wszystkie nitki w motku dobrze się układają, czy nie są splątane. Jedna końcówka powinna iść od wewnątrz, druga na zewnątrz. Zwijamy chwytając za nitkę idącą po zewnętrznej stronie. Ja niestety w mojej niewiedzy nic z tych rzeczy nie zrobiłam, tylko od razu zaczęłam przewijać i najpewniej to było przyczyną całej tragedii (wredny precelek zdarza się co prawda, ale rzadko).
  • Motowidłem może być człowiek ;) odpowiednio trzymając precelek na rękach i chyba Asjaknits ma rację mówiąc, że w tę rolę lepiej jak wcieli się dziewiarka, a druga osoba dzięki temu ma mniej stresujące zadanie i frajdę z bycia "korbowym"! ;) Kręci korbką nawijarki i widzi jak ślicznie ten motek się nawija, dzięki czemu jest też szansa, że tak szybko się nie zniechęci i będzie nam pomagać także w przyszłości.
  • Motowidło/parasolkę można zrobić sobie samemu bardzo tanim kosztem!!! I ja (a raczej Hubby) zamierzam to uczynić :):):) A oto moje inspiracje - motowidła, które u Was widziałam:

MOTOWIDŁO FRASI
Pierwsze zachwycające rozwiązanie domowej roboty, na jakie się natknęłam (już dawno temu):

 (zdjęcie wykorzystane za zgodą Frasi)

więcej o nim przeczytacie tutaj: kilk



MOTOWIDŁO  INTENSYWNIE KREATYWNEJ 
Link do niego podała mi Asjaknits, za co jestem jej niezmiernie wdzięczna! Zachwyciło mnie, zamurowało, powaliło na kolana!!!! Pokazało, że nie muszę mieć drygu do młotka, żeby sobie stworzyć coś, o czym marzę :) W dodatku ma funkcję rozkładania!

(zdjęcie wykorzystane za zgodą Intensywnie Kreatywnej)

więcej o nim przeczytacie tutaj: klik



MOTOWIDŁO   BABYRUDEJ
Babaruda jakimś sposobem dowiedziała się, że rozpytuję o nawijarki i motowidła. Wspaniale się zatroszczyła i po raz kolejny już zaskoczyła mnie kompletnie, przesyłając mi ten oto filmik z motowidłem, które może sobie zrobić każda z nas:


video

Czyż nie jest zachwycające? No powiedzcie same!
Fale śmiechu i zachwytu przechodziły przez nasz dom :):):)
Dzięki ogromne raz jeszcze! Hubby obiecał coś takiego mi skonstruować :):):)
Opis jak je zrobić przeczytacie w komentarzu Babyrudej (pierwsza komentująca) do tego posta.



I tu moja ogromna prośba - pochwalcie się proszę swoim sprzętem do przewijania, dodajcie link ("add your link"). Bardzo bym chciała to wszystko zobaczyć zanim kupię swój! 
A może czytając tego posta przyszło Wam do głowy coś, czego nie ujęłam, jakaś ważna informacja o nawijarkach i motowidłach, jakieś wrażenia? Jeśli tak, napiszcie proszę komentarz, bardzo mi tym pomożecie :) 

A póki co pozwolę sobie zebrać raz jeszcze dla ułatwienia te cztery linki, na które natrafiłam sama:



poniedziałek, 7 kwietnia 2014

jak Wielkanoc, to króliczki


Widzę, że Wielkanoc na Waszych blogach już pełną parą, to i ja jakoś chciałabym się wstrzelić ;)
Już jakiś czas temu zobaczyłam te króliczki na blogu Ani, która podaje też link do tutorialu jak je zrobić.

(zdjęcie wykorzystane za zgodą green dragonfly)



Ja sama nie wezmę się za nie, nie mam kiedy (szydełko ciągle przegrywa z drutami), ale pomyślałam, że może ktoś z Was chciałby? A może zrobicie i się pochwalicie? Przycisk "add your link" już czeka :)

W razie czego podaję raz jeszcze link do tutorialu, w którym krok po kroku znajdziecie opis wykonania, łącznie ze zdjęciami (klik).

Dopisuję, bo właśnie znalazłam - dla chętnych jest wyzwanie króliczkowe u LoliLoli.





czwartek, 3 kwietnia 2014

ananasowa uczta cz.2 (ostatnia)


Udało się! Zrobiłam!


druty: 4,5 mm
włóczka: Roma (ecru) - 56 g

To najtrudniejszy projekt w moim dziewiarskim życiu, ale absolutnie warty każdej chwili, nawet tej, która powodowała, że włosy jeżyły się na głowie ;) Postaram się tutaj spisać moje wrażenia, żeby je pamiętać jeśli kiedykolwiek sięgnę jeszcze po tej projekt  - raczej nie za szybko jednak ;) Może ktoś skorzysta?

Mnóstwo się przy tej okazji nauczyłam. O pierwszych krokach i nowych dla mnie rzeczach w pierwszej części ananasowej chusty pisałam w poprzednim poście. Przeczuwałam już wówczas, że to nie koniec nowych doświadczeń. Co jeszcze?

1. Rzędy skrócone.
Niby wcześniej ich używałam przy robieniu fuksji, ale jakoś inaczej. To był mój plan na ten rok - nauczyć się właśnie rzędów skróconych. Aga tłumaczy je bardzo dobrze i w zasadzie stwierdzam teraz, że nie stanowią już dla mnie problemu, ale czy aby na pewno? O tym przekonam się przy następnym wyzwaniu, który w zasadzie na nich właśnie bazuje...
rzędy skrócone w rzędach z oczkami prawymi: końcówka tego filmiku 
rzędy skrócone w rzędach z oczkami lewymi:  początek tego filmiku

2. Wplatanie koralików.
Zdecydowanie polecam zainwestowanie w cienkie (0,75 mm) szydełko oraz kupowanie koralików przy jednoczesnym sprawdzaniu czy wejdą na szydełko. Odrzucałam te koraliki, które nie wchodziły i całe szczęście! Całe szczęście, że coś mnie podkusiło i obejrzałam te filmiki wcześniej tak po prostu przy kawie. Dzięki temu rząd koralikowy nie był żadną mordęgą, a raczej bardzo ciekawym doświadczeniem, do którego z wielką ochotą wrócę. To jednak bardzo ważne, by się nie zniechęcić od razu na początku. Szydełko kosztowało mnie 3,50 zł, a komfort, który zapewniło jest  nie do przecenienia.
Intensywnie Kreatywna uczy wplatać koraliki na różne sposoby tutaj: filmik




3. Rząd transformacyjny.

A.     Spędziłam nad nim duuuużo czasu... Po raz kolejny biję się w piersi i obiecuję, że nie będę już chojrakować ;) Ostatnio to robiłam przy fuksji i nie wyszło mi na zdrowie, a teraz tutaj - zamiast obejrzeć WSZYSTKIE filmiki o rzędzie transformacyjnym stwierdziłam, że ja przecież wiem sama jak go zrobić... Efekt był taki, że ostatnie oczka doprowadziły mnie to rozpaczy i w zasadzie miałam ochotę wyrzucić robótkę z mojego jedenastego piętra. Przeliczałam i przeliczałam, myślałam co też zrobiłam źle, aż w końcu obejrzałam kolejny filmik Agi i okazało się, że to wzór pokazuje nie do końca tak, jak powinno się zrobić i że wszystko z mojej strony było ok. 

B.      O dziwo przydały się tutaj moje umiejętności powolnego, dokładnego prucia i cierpliwość, którą te wcześniejsze niemiłe doświadczenia we mnie wyrobiły. Trzeba było spruć prowizoryczny łańcuszek oraz złapać tzw. żywe oczka. Robiłam to do bólu powoli, jak zawsze przy pruciu ażurów - lepiej tak niż miałabym później całość wyrzucić nie umiejąc złapać zgubionych oczek.

4. Wykończenie chusty łańcuszkiem, co daje bardzo przyjemny efekt :)

5. Zabezpieczanie nitki na końcu robótki, żeby nic się potem nie pruło: filmik



Wszystkie te doświadczenia, cały efekt powoduje, że czuję naprawdę tym razem wielką dumę z siebie. Nigdy nie robiłam nic trudniejszego. Pokłony biję przed Intensywnie Kreatywną, przed jej umiejętnością rozszyfrowania wzoru, wytłumaczenia go i pracą, jaką włożyła w napisanie / nagranie całego tego kursu. 
Jeszcze raz dla chętnych podaję link (klik).

Oczywiście zachęcam wszystkich, którzy robili ananasy czyli Pineapple Delight - linkujcie się :):):)
Sprawicie mi tym wielką radość!


Uwaga! Jeśli chcesz dodać swoją pracę, a linkowanie nie działa, napisz proszę na priv - naprawię problem i dam Ci znać, że już możesz dołączyć do galerii naszych prac :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...