poniedziałek, 29 września 2014

prządka ;)


W ostatnią sobotę, w ramach IX Weekendu z Historią na Trakcie Królewsko-Cesarskim, spełniło się moje kolejne marzenie i miałam okazję spróbować:




Muszę przyznać, że przymus koordynacji czterech kończyn jest naprawdę wielkim wyzwaniem! Szło mi... no cóż... kiepsko... ;) Ale to był mój pierwszy raz - pierwszy raz miałam w ręku wełnianą czesankę, pierwszy raz usiadłam przy kołowrotku, może więc jak na pierwszy raz nie było aż tak źle... ;)




Boję się, że może mnie to wciągnąć, jak naprawdę się za to zabiorę... Jest z tym jakaś magia! Z kupki puchu powstaje w końcu nitka i to ja sama ją robię! Niesamowite wrażenie! Myślę, że jak już się umie prząść na kołowrotku, jak ta czynność staje się bardziej mechaniczna, to jest to niezwykle relaksujące!




Fajnie było spotkać znane już twarze tak samo zakręcone na punkcie włóczek, ale też kolejne osoby do tej pory znane tylko z sieci. Dziękuję szalenie Tysi za cierpliwość w nauczaniu i mam nadzieję, że spotkamy się 




Może ktoś byłby chętny, żeby dołączyć? 
Dziewczyny czekają na zgłoszenia i nie ukrywam, że ja też, bo chciałabym bardzo, żeby te warsztaty się odbyły!


niedziela, 28 września 2014

niby powtórka, a jednak debiut!


Ten rok zdecydowanie upływa mi pod hasłem chust, choć w ogóle się tego nie spodziewałam...




Wiem wiem, powtarzam się, ale sytuacja jest wyjątkowa, bo zrobiłam ją specjalnie dla Karoliny,





 twórczyni mojego nowego dziewiarskiego etui, o którym pisałam w poprzednim poście.





Karolina upatrzyła sobie właśnie chustę Drizzle i dokonałyśmy wymiany :)





Spodobała się i to chyba bardzo, bo Karolina zrobiła jej swoją własną sesję zdjęciową (klik).





Strasznie się cieszę, że wymiana tak nam się udała :) Dla mnie to był debiut!





Wzór:    Drizzle
Druty:   4 mm
Włóczka:   Lace Drops




piątek, 26 września 2014

etui dla dziewiarki


Etui, które Karolina uszyła i pokazała u siebie na blogu spodobało mi się od razu, nie omieszkałam więc skomentować odpowiednio, bo zamarzyło mi się coś takiego... Stare nieporęczne i niefunkcjonalne pudło straszyło na półce... Pomarzyć dobra rzecz... Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że moje marzenie się spełni!
Zobaczcie! Oto moje cudeńko :)




Przedstawiam dzieło rąk Karoliny - wspaniale przez nią zaprojektowane i przepięknie wykonane etui na moje druciarskie skarby. Czy widzicie, jak niesamowicie komponują się te kolory, ten guzik? Nie przestaje mnie to zachwycać :)




Karolina to też dziewiarka - zadbała, by zmieściło się wszystko, a więc druty skarpetkowe i wykręcane KP:




te na żyłce, żyłki i zatyczki:




szydełka, druty warkoczowe, wielka agrafka do trzymania "leniwych" oczek, nożyczki, miarka, łączniki i kluczyki do żyłek, a nawet moje markery:




Coś wspaniałego - prześliczne, a do tego prawdziwie funkcjonalne :):):)




Dziękuję Ci Karolina za rewelacyjną niespodziankę, jaką mi zrobiłaś, za czas, jaki poświęciłaś na samo projektowanie, dobieranie materiału, kolorów, dodatków, na samo szycie przecież i wymyślanie różnych patentów np. tego na markery, który jest świetny!!!




Perfekcyjne wykonanie, takie z duszą :) 

Więcej zdjęć znajdziecie tutaj.




środa, 24 września 2014

owoce spotkania robótkowego...


Z naszego poznańskiego spotkania Maranciaków, które odbyło się w minioną sobotę przyniosłam to:




Po raz pierwszy zdecydowałam się kupić włóczkę fantazyjną i po raz pierwszy będę czytać książki z drutami w tle :):):)


sobota, 20 września 2014

misa na owoce z włóczki Zpagetti


Misa na owoce rzędami skróconymi właśnie powstała. Marzyłam o niej od dawna!




Robiłam ją tak naprawdę do końca nie umiejąc sobie wyobrazić, jaki jest cel tych wszystkich zabiegów, gdzie trzeba będzie zszyć... 





Całe dłonie bolały już po kilku pierwszych rzędach - czy Wy też tak miałyście?
Nie spodziewałam się, że spotkanie ze Zpagetti, o której marzy prawie każda chyba dziewiarka, będzie bolesne ;)




W oryginalnym wzorze wcale nie jest użyta Zpagetti, tylko włóczka Drops Eskimo, później slilcowana. Zpagetti jednak dała radę - misa wyszła spora i świetnie trzyma kształt nawet gdy jest pusta :)




włóczka:   Zpagetti (1 motek) - starczyło na 19 powtórzeń
druty:   12 mm



czwartek, 18 września 2014

szydełkowa portmonetka


Najpierw o książce Johna Grishama "Więzienny prawnik" -  niezwykle wciągająca i zaskakująca - moje pierwsze bardzo pozytywne spotkanie z autorem. Niby wszystko jest jasne i klarowne, a tu nagle okazuje się, że jest kompletnie inaczej niż myślałaś i musisz wszystko przewartościować... 




Pod jej wpływem kupiłam na allegro pięć kolejnych - tanich, używanych. Mnie to nie przeszkadza, a wręcz ciekawi, kto czytał je przede mną. Będę Was pewnie w związku z tym podtruwać kolejnymi sądowymi thrillerami, w których się dzięki temu autorowi rozkochałam, może nawet bardziej niż w kryminałach Jo Nesbo... 





A robótkowo - jak widać - szydełkowa portmonetka. Włóczka Padisah, pomysł odgapiony z tego zdjęcia, lekko zmodyfikowany. To druga portmonetka na moim koncie, bardziej skomplikowana ze względu na wszycie bigla. Pierwsza była banalnie prosta, zrobiona z koła, na zamek (klik).



Jeśli chcecie zabrać się za projekt "portmonetka z biglem", polecam dwa linki:
prosta portmonetka z biglem (bardzo dobrze rozpisany i sfotografowany tutorial)
falbaniasta portmonetka z biglem (bardziej ambitny tutorial)





sobota, 13 września 2014

jesienne kapcie


Jeśli na jesień, to koniecznie z liściem.





A liść zrobiony wg tych filmowych wskazówek - polecam :)




Tym razem szydełkiem. W końcu wyczaiłam, jak się robi takie kapcie (przez długi czas nie umiałam sobie tego wyobrazić) i to dzięki jednej z Was! Dziękuję (niestety nie pamiętam komu) za inspirację i pokazanie różowych (chyba) kapciochów w trakcie robienia - to mi dużo dało!





Tak więc kwestia ostatniego posta "work in progress" rozwikłana - był to początek kapcia właśnie :)


środa, 10 września 2014

Grażyna Jagielska "Miłość z kamienia"




Najpierw wyniki musztardowego candy - losowanie wyłoniło zwycięzcę, którym jest  kasiadj
Gratuluję! Prześlij mi proszę Kasiu dane do wysyłki na priv :)


A teraz:

Yarn Along w każdą środę z Maknetą

"Miłość z kamienia" czyli życie z korespondentem wojennym to kolejna książka, którą ostatnio pochłonęłam prawie jednym tchem, choć wiedziałam, że będzie ciężka. Któraś z Was o niej pisała, zapamiętałam...




Jest niezwykła... Brak słów... Po skończeniu jeszcze "rośnie" w człowieku, nie pozwala zapomnieć... Tak, jak chciałam przeczytać reportaże jej męża, tak teraz widzę, że muszę chwilę odczekać, nie dam rady tak od razu... W dodatku jeszcze ta obawa, że naprawdę będą drastyczne oprócz tego, że świetne... 

 Na zdjęciu - mój pierwszy motek Zpagetti!


sobota, 6 września 2014

prezenty...


Muszę, chcę o nich napisać, bo dostałam ich kilka w wakacje...
Najpierw od Asi:




Słodkości zniknęły tego samego dnia, a prześliczna, misternie wykonana przez Asię zakładka towarzyszy mi w moich książkowych podróżach teraz cały czas :) Dziękuję! Zrobiłaś mi niezwykłą niespodziankę! Wspaniale jest dostać napisaną odręcznie kartkę z życzeniami! Tak rzadko to się teraz zdarza!




To, co widzicie powyżej, to od Hubby'ego. Nie mogłam wziąć udziału w wakacyjnych warsztatach przędzenia na wrzecionie, ale nie zrezygnowałam! Nie, nie! Nadal chcę się nauczyć i cicho marzę, że dziewczyny z Hobby-Wełna coś jeszcze zorganizują dla spóźnialskich...





I w końcu książka, w dodatku ta, o której marzyłam, po którą swego czasu stanęłam w kolejce, ale nie wygrałam, a teraz dostałam ją od samej poetki! Dziękuję Ci Małgosiu! Czytam, dawkuję sobie... 





Myślę jednocześnie o projekcie na tę piękną wspaniałą jakościowo bawełnę, którą dostałam od mofotki
Dziękuję Ci za to, że zawsze naprawdę myślisz o tym, co mogłoby mi sprawić największą radość :) 




środa, 3 września 2014

Jose Saramago "Podwojenie"


Jose Saramago jest laureatem Literackiej Nagrody Nobla. Jego "Podwojenie" towarzyszyło mi wieczorami na polu namiotowym i prawdziwie wciągnęło, choć pozornie nie dzieje się tu wiele...





Zafascynował mnie język, przedstawienie bohatera, sam pomysł i zakończenie, które spowodowało, że przeszły mnie ciarki... Nie jest to jednak łatwa lektura. Trzeba czytać ją w ciszy i spokoju, żeby naprawdę się rozkoszować, przenieść się w inny świat.... Trzeba się przyzwyczaić do tego, że dosłownie każda strona zapisana jest takim właśnie maczkiem:





 Dialogi wplecione są w tekst tak, że na pierwszy rzut oka są kompletnie niewidoczne - nigdy wcześniej nie czytałam czegoś podobnego. Jeśli to Was nie zniechęca, gorąco polecam dzisiaj "Podwojenie", a jeśli czujecie, że nie dacie rady przez nie przebrnąć, to może film, który powstał na jego podstawie? Zwiastun możecie zobaczyć tutaj


poniedziałek, 1 września 2014

wspomnienia czyli rowerem przez Walię


Chcieliście więcej zdjęć... 
Co by tu pokazać? Trasa z Poznania nad morze nie była tak spektakularna...
Może więc pokażę zdjęcia z zeszłego roku...




 z Walii, bo w tym wpisie pokazałam tylko dwa...




Walia nie jest typowym celem wakacyjnym i dlatego to ją właśnie wybraliśmy ;)




To była wyprawa życia! 





Ten, kto się zastanawia, czy tam jechać, czy warto, mówię - warto!
Dlaczego? Jeśli czytaliście moje wrażenia (klik), to wiecie sami. Jeśli nie - zapraszam do czytania (klik). Nie chciałabym się powtarzać ;)




Ta wyprawa była prawdziwym przedsięwzięciem logistycznym i kondycyjnym....




Zobaczcie sami...




Walia pojawiła się spontanicznie, bo zlikwidowano wtedy raptem loty z Poznania do Irlandii, a to problematyczne jeśli chce się wziąć do samolotu własne rowery, bo trzeba je rozkręcić, spuścić powietrze z opon, odpowiednio spakować no i dostarczyć na lotnisko. Najwygodniej wszystko to zrobić w domu, na spokojnie i zamówić po prostu taxi bagażowe, najwygodniej lecieć z własnego miasta.




W drodze powrotnej tego problemu już się jednak nie uniknie... 
Zdobycie odpowiednich, niezniszczonych, nienamokniętych pudeł 




i przetransportowanie ich na lotnisko było, jak sami widzicie, zdecydowanie większym wyzwaniem ;)




Inaczej się wtedy przygotowywaliśmy i pakowaliśmy. Wszystko trzeba było wziąć ze sobą w razie "w", począwszy od różnorakich narzędzi, przez ubrania na bardzo zmienną pogodę (na szczęście na polach namiotowych mają tam wirówki), po jedzenie, które można by przyrządzić sobie na turystycznej kuchence, bo Wyspy do tanich nie należą. 
Wszystko to jednak było warte zachodu :)




Wspomnienia pozostają, bo nie co roku tak można ;)




Planując nasze wakacje, korzystaliśmy z tych materiałów.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...